Dzień 11 - Modlitwa pierwszym filarem miłości

Przyłęk – Czekaj 34 km

 

Jak grom z jasnego nieba spadła na nas wieść o tragicznej śmierci rodziców Gabrysi - jednej z sióstr pielgrzymkowych. Zginęli minionej nocy w wypadku samochodowym. Ks. Kierownik poprosił, byśmy przeżyli ten dzień w większej zadumie i pokucie. Gabrysiu! Przez cały czas pamiętaliśmy o Tobie i Twoich rodzicach. I wciąż pamiętamy.
W poważnym nastroju opuściliśmy więc Przyłęk, a niebo płakało razem z nami. Bo kiedy rano ruszaliśmy w drogę, z góry padało coś, co niektórzy nazywają "kapuśniaczkiem". Po pierwszym odcinku wszystko ustało i coraz śmielej zaczęło spoglądać na nas słońce.
Ks. Krzysztof i ks. Mirosław z trójką pątników pojechali do Stalowej Woli, by wziąć udział w Mszy pogrzebowej śp. ks. Czesława Sondeja.
Eucharystię przeżyliśmy w Bliznej. Zgodnie z planem słowo Boże miał wygłosić ks. Marek Czaja, ale niestety z powodów zdrowotnych musiał on zrezygnować z dalszej wędrówki. Kazanie powiedział dziś ks. Kierownik. Potem, by odwiecznej tradycji stało się zadość, zagraliśmy w piłkę nożną i siatkówkę - jak kto wolał.
Konferencjonistą był dzisiaj kl. Michał Wiewióra, który - nawiązując do tematu dnia - mówił o modlitwie, dołączając także osobiste świadectwo.
Przez cały czas towarzyszy nam zadziwiająca wręcz gościnność i hojność napotykanych ludzi. Uczucie głodu czy pragnienia jest nam więc obce.